Wspólnota "W mocy Ducha"

Za Bogiem

<div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"><a href="https://3.bp.blogspot.com/-0NzulCjeFJY/WGLAovMGe1I/AAAAAAAACEo/Al6FuzI_41Eywr16cPq4NczNtI9cnrAiACLcB/s1600/DSCN1553.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"><img border="0" height="150" src="https://3.bp.blogspot.com/-0NzulCjeFJY/WGLAovMGe1I/AAAAAAAACEo/Al6FuzI_41Eywr16cPq4NczNtI9cnrAiACLcB/s200/DSCN1553.JPG" width="200" /></a></div><div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><b>Gdy Medrcy odjechali, oto aniol Panski ukazal sie Jozefowi we snie i rzekl: Wstan, wez Dziecie i Jego Matke i uchodz do Egiptu; pozostan tam, az ci powiem; bo Herod bedzie szukal Dzieciecia, aby Je zgladzic. On wstal, wzial w nocy Dziecie i Jego Matke i udal sie do Egiptu; tam pozostal az do smierci Heroda. Tak mialo sie spelnic slowo, ktore Pan powiedzial przez Proroka: Z Egiptu wezwalem Syna mego. Wtedy Herod widzac, ze go Medrcy zawiedli, wpadl w straszny gniew. Poslal /oprawcow/ do Betlejem i calej okolicy i kazal pozabijac wszystkich chlopcow w wieku do lat dwoch, stosownie do czasu, o ktorym sie dowiedzial od Medrcow. Wtedy spelnily sie slowa proroka Jeremiasza: Krzyk uslyszano w Rama, placz i jek wielki. Rachel oplakuje swe dzieci i nie chce utulic sie w zalu, bo ich juz nie ma.</b><o:p></o:p></div><div class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Wielu chrzescijan dopisaloby dzisiaj, ze to Pan Bog postanowil zgube niewinnych dzieci. Tak latwo obarczamy Boga za zlo. Nie dziwie sie i nie oceniam. To smutne, ze wciaz w nas tak malo doswiadczenia bliskosci Pana. Niby wierzymy, ze jest miloscia, ale w sumie nie do konca. No raczej wiemy, ze Bog chce naszego szczescia, ale jednak zyje sie ciezko. Tymczasem Jozef uczy nas posluszenstwa. Nie narzeka, ze musi uciekac, ze Bog nie jest sprawiedliwy, itd. tylko idzie i robi to, co trzeba zrobic '+' ks. Adam</div>

Przepraszamy, komentowanie jest niedostępne.

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.