Wspólnota "W mocy Ducha"

Aktualizacje Słowa Bożego

Spotkanie 25.03.2015  (Łk 1,26-38)…   rozwiń całość

Spotkanie 20.03.2015   (J 7,1-2.10.25-30)

Jezus obchodził Galileję. Nie chciał bowiem chodzić po Judei, bo Żydzi mieli zamiar Go zabić.
A zbliżało się żydowskie Święto Namiotów. Kiedy zaś bracia Jego udali się na święto, wówczas poszedł i On, jednakże nie jawnie, lecz skrycie.  Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”. A Jezus ucząc w świątyni zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”.
Zamierzali więc Go pojmać, jednakże nikt nie podniósł na Niego ręki, ponieważ godzina Jego jeszcze nie nadeszła.

 Bóg posłał swego jedynego syna abyśmy przez jego wcielenie poznali i doświadczyli miłości Ojca. Wielu w Niego uwierzyło i przyjęło łaskę zbawienia. Jednak znaleźli się również tacy, którzy nie potrafili przyjąć Jezusa jako Mesjasza Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „…Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest” .Dla nich Jezus był synem Józefa – cieśli. Ich wyobrażenia o Mesjaszu nie pozwoliły im przyjąć tego co mówił Jezus, mimo że wielu z nich było świadkami mocy jakiej udzielił mu Bóg, która uzdrawiała, uwalniała, przemieniała życie. Nawet zapewnienie samego Jezusa „ I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał” nie pomogło, nadal widzieli w Nim tylko syna cieśli. Aby zobaczyć w Jezusie mesjasza syna Bożego nie wystarczy tylko uważnie studiować Pismo Święte starego i nowego testamentu. Syna a więc i Ojca można poznać patrząc ponad to co widzialne, poznawalne naszymi zmysłami ale należy przede wszystkim przyjąć sercem łaskę zbabienia jaką ofiarował nam Ojciec posyłając do nas swego Jednorodzonego Syna.

Żydom trudno było przyjąć prawdę, że Jezus jest obiecanym Mesjaszem. A my? Czy potrafimy przyjąć w swoim życiu tych, których posyła do nas Bóg. Czy potrafimy przyznać, że Bóg może posłużyć się przeciętnym Kowalskim. Musimy być bardzo uważni i nie lekceważyć drugiego człowieka żyjącego obok nas. Jezus posłany przez Ojca czerpał siłę do pełnienia woli Ojca z miłości jaką darzył go Ojciec „oto jest Syn mój umiłowany”. Tylko Bóg zna serce drugiego człowieka i wie jak bardzo jest ono otwarte na jego miłość.

 

Spotkanie 06.03.2015 r.  (Rdz 37,3-4.12-13a.17b-28)

Izrael miłował Józefa najbardziej ze wszystkich swych synów, gdyż urodził mu się on w podeszłych jego latach. Sprawił mu też długą szatę z rękawami. Bracia Józefa widząc, że ojciec kocha go więcej niż ich wszystkich, tak go znienawidzili, że nie mogli zdobyć się na to, aby przyjaźnie z nim porozmawiać.
Kiedy bracia Józefa poszli paść trzody do Sychem, Izrael rzekł do niego: „Wiesz, że bracia twoi pasą trzody w Sychem. Chcę więc posłać ciebie do nich”. Józef zatem udał się za swymi braćmi i znalazł ich w Dotain. Oni ujrzeli go z daleka i zanim się do nich zbliżył, postanowili podstępnie go zgładzić, mówiąc między sobą: „Oto nadchodzi ten, który miewa sny. Teraz zabijmy go i wrzućmy do którejkolwiek studni, a potem powiemy: «Dziki zwierz go pożarł». Zobaczymy, co będzie z jego snów”.
Gdy to usłyszał Ruben, postanowił ocalić go z ich rąk; rzekł więc: „Nie zabijajmy go”. I mówił Ruben do nich: „Nie doprowadzajcie do rozlewu krwi. Wrzućcie go do studni, która jest tu na pustkowiu, ale ręki nie podnoście na niego”. Chciał on bowiem ocalić go z ich rąk, a potem zwrócić go ojcu.
Gdy Józef przyszedł do swych braci, oni zdarli zeń jego odzienie, długą szatę z rękawami, którą miał na sobie. I pochwyciwszy go, wrzucili go do studni: studnia ta była pusta, pozbawiona wody.
Kiedy potem zasiedli do posiłku, ujrzeli z dala idących z Gileadu kupców izmaelskich, których wielbłądy niosły wonne korzenie, żywicę i olejki pachnące; szli oni do Egiptu. Wtedy Juda rzekł do swych braci: „Cóż nam przyjdzie z tego, gdy zabijemy naszego brata i nie ujawnimy naszej zbrodni? Chodźcie, sprzedamy go Izmaelitom. Nie zabijajmy go, wszak jest on naszym bratem”. I usłuchali go bracia.
I gdy kupcy madianiccy ich mijali, wyciągnąwszy spiesznie Józefa ze studni, sprzedali go Izmaelitom za dwadzieścia sztuk srebra, a ci zabrali go z sobą do Egiptu.
Zachęceni podtytułem Sprzedany przez braci Józef jest typem Chrystusa staraliśmy się uchwycić podobieństwa między Jezusem a Józefem.

Obaj byli szczególnie umiłowanymi synami, obdarowanymi licznymi łaskami. Zarówno Jezus jak i Józef zostali posłani przez Ojca i w posłuszeństwie, z pełnym zaufaniem pełnili jego wolę.

Obaj zostali dotknięci zazdrością i nienawiścią tych do których posłał ich ojciec ale ostatecznie dzięki miłości do Ojca zwyciężyli nienawiść, pokorą i przebaczeniem.

Jaka nauka płynie dla nas z tego rozważania? Zwyciężajmy grzech który nas dotyka w życiu, właśnie pokorą i przebaczeniem czerpiąc siłę z miłości Boga Ojca do nas.

Szukając analogi do naszego życia z wysłuchanym fragmentem, stwierdziliśmy, że jako rodzice nie możemy faworyzować jednego ze swoich dzieci aby w sercu pozostałych nie rodziła się zazdrość o naszą miłość. Musimy bardzo uważać, bo nasza rodzicielska miłość czysto ludzka jest niedoskonała. Doskonale kocha jedynie Bóg. Jego miłość powinna być dla nas wzorem i powinniśmy właśnie wzrastając w bożej miłości doskonalić naszą miłość, nie tyko względem najbliższych ale także względem bliźniego. Prawdziwa miłość nie zazdrości, prawdziwa miłość raduje się z błogosławieństwa i miłości jaką okazuje Bóg drugiemu człowiekowi. Pan wzywa mnie i Ciebie do radowania się błogosławieństwem ludzi żyjących obok nas. Bóg w swej nieskończonej miłości ku nam pragnie dla wszystkich błogosławionego życia tu na ziemi i pełni szczęścia w niebie. Dlatego jeżeli widzisz, że twój brat lub siostra cieszy się błogosławieństwem nie patrz na niego z zazdrością , czy zawiścią, ale zadaj sobie pytanie dlaczego ja nie potrafią przyjąć w pełni łaski jakiej chce mi udzielić Bóg. Niech ten czas wielkiego Postu stanie się czasem refleksji nad tym co jeszcze w moim życiu przeszkadza mi w przyjęciu pełni łaski i miłości bożej.

Spotkanie 25.02.2015 r. (Jon 3,1-10)

Czytanie z Księgi proroka Jonasza.

Pan przemówił do Jonasza po raz drugi tymi słowami: „Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam”.  Jonasz wstał i poszedł do Niniwy, jak Pan powiedział. Niniwa była miastem bardzo rozległym, na trzy dni drogi. Począł więc Jonasz iść przez miasto jeden dzień drogi i wołał, i głosił: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona”.
I uwierzyli mieszkańcy Niniwy Bogu, ogłosili post i oblekli się w wory od największego do najmniejszego. Doszła ta sprawa do króla Niniwy. Wstał więc z tronu, zdjął z siebie płaszcz, oblókł się w wór i siadł na popiele. Z rozkazu króla i jego dostojników zarządzono i ogłoszono w Niniwie to, co następuje:
„Ludzie i zwierzęta, bydło i trzoda niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją. Niech obloką się w wory, niech żarliwie wołają do Boga. Niech każdy odwróci się od swojego złego postępowania i od nieprawości, którą popełnia swoimi rękami. Kto wie, może się odwróci i ulituje Bóg, odstąpi od zapalczywości swego gniewu, a nie zginiemy ?”
Zobaczył Bóg czyny ich, że odwrócili się od swojego złego postępowania. I ulitował się Bóg, i nie zesłał niedoli, którą im zagroził.

Bóg Miłosierny upomina mieszkańców Niniwy poprzez osobę Jonasza ‘’Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta,
i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam”.-
wybiera go jako Swojego proroka. Jonasz pomimo lęków, obaw, a nawet wbrew swej woli, podejmuje misje nawrócenia miasta Niniwa, bo taka była wola Boża. To sam Bóg wybrał i uzdolnił Jonasza do podjęcia tejże misji.

Jesteśmy wybranymi dziećmi Boga, który zna nasze wady, zalety, mocne i słabsze strony. Jako nasz Ojciec wie, że czujemy strach, czy wstyd przed podjęciem „misji”, ale to my zostaliśmy powołani do bycia wspólnotą i to Jego wolą możemy być dla innych upomnieniem lub zachętą na drodze poszukiwania Boga.

Nie bójmy się upominać innych – oczywiście w sposób pełen życzliwości i braterskiej miłości. Nie bójmy się także być na tyle pokorni, ażeby to upomnienie przyjąć – to wielki dar Boga.

Będąc wycofanym, fałszywie skromnym czy skoncentrowanym na sobie nie usłyszę słów, które mówi do mnie Pan.

 Spotkanie 20.02.2015 r.  (Mt 9, 14-15)

Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?”
Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki oblubieniec jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im oblubieńca, a wtedy będą pościć”.

Jezus oddał za nas życie, nie po to, abyśmy cały czas żyli z poczuciem winy, pościli, umartwiali swoje ciało i duszę, byli smutni i przygnębieni, ale by dzięki jego ofierze pogodzić Nas z Ojcem, abyśmy mieli życie wieczne i mieli je w obfitości. Siatkarka Agata Mróz oddała Swoje życie, aby Jej córka Lilianna mogła się narodzić, ale na pewno nie chciała by żyła z piętnem, że nie może być szczęśliwa ze względu na śmierć mamy, żeby każdy jej czyn, gest miał być podporządkowany i poświęcony pamięci mamy? Pani Agata oddała swoje życie by jej córka mogła żyć, by mogła po urodzeniu zobaczyć wspaniały świat, o którym słyszała w łonie matki . Chciała by jej córka mogła zobaczyć i zachwycić się pięknem stworzenia. Dotknąć, powąchać, poczuć. Jeżeli człowiek stworzony jedynie na obraz Boga potrafi tak kochać bezwarunkowo, to co dopiero sam Bóg. Dlatego każdy Nasz dzień powinien być podziękowaniem za życie to ziemskie i to wieczne. Wszystkie postanowienia umartwienia i posty powinny wynikać z miłości za otrzymane łaski, a nie być próbą pozyskania przychylności Pana Boga.

 

Spotkanie 06.02.2015 r.    (Mk 6,14-29)

Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: „To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał”.
Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mię, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”.
Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce.

Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

 Rozważając ten fragment przyjrzeliśmy się uczuciom Heroda i skutkom jakie wywołało bezkrytyczne pójście za nimi lub zlekceważenie ich.

Słowa Jana ‘’Nie wolno ci mieć żony twego brata”. wzbudziły w Herodzie niepokój i lęk jednocześnie uważał on Jana za ‘’męża prawego i świętego, i brał go w obronę’’ Rozważmy sytuację gdyby Herod zastanowił się nad uczuciem niepokoju w swoim sercu i starał się odnaleźć jego źródło, może doszedł by do wniosku, że to Bóg posłał do niego Jana aby go upomniał i wezwał do nawrócenia, może odszukał by zbawczy charakter tego niepokoju. Niestety Herod nie zatrzymał się nad tym uczuciem. Podążył natomiast za uczuciem pożądliwości, nie tylko nie odprawił Herodiady ale pozwolił aby piękno jej córki miało wpływ na jego decyzje o ludzkim życiu.

Podążenie przez Heroda za uczuciami, które sprawiały mu przyjemność zaspakajały jego żądze zgubiło go, doprowadzając jednocześnie do śmierci Jana, której Herod nie chciał ‘’A król bardzo się zasmucił,’’ Przez moment Herod żałował tego co zrobił ale było już za późno był za słaby aby stawić czoło światu‘’ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić’’ życie w grzechu odebrało mu siłę podążania za tym co sprawiedliwe i słuszne.

Jaka nauka płynie dla nas z tego fragmentu Ewangelii?

Na naszej świadomości, że uczucia są częścią nas pojawiają się i znikają a my nie mamy na nie wpływu. Pan Jezus zwraca nam uwagę, uczula nas abyśmy zatrzymywali się nad uczuciami pojawiającymi się w nas. Pan zachęca nas do stanięcia w prawdzie do zaakceptowania swoich uczuć. Taka postawa pozwala nam otworzyć się na łaskę pracy nad sobą (np. w codziennym rachunku sumienia) w oswajaniu naszych uczuć i podążaniu za tymi które zbliżają nas do siebie na wzajem i do Boga.

 

Spotkanie 30.01.2015 r.    ( Mk 4, 26-34 )

Jezus mówił do tłumów:
„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Wzrost Królestwa Bożego dzieje się niezależnie od naszego wysiłku, my jesteśmy cząstką tego Królestwa. Jako dzieci Króla powinniśmy być żyzną glebą i odpowiedzieć Panu na nasze powołanie ( do rodziny, do wspólnoty ). Wspólnota jest dziełem Pana, jest częścią Królestwa Bożego. Tak jak Królestwo rozwija się , bo ma w sobie pierwiastek Boży, taki i rozwija się nasza wspólnota i my sami. To Pan nas zasadził, jest początkiem, podstawą dla naszego wzrostu. Nie musimy się obawiać, że jesteśmy sami. Czy we dnie, czy w nocy Pan czuwa, a my wzrastamy w Nim i osiągamy dojrzałość. Przychodzi jednak moment, że jako wspólnota winniśmy dać świadectwo swojego życia w Bogu.
Nasza wspólnota jest jak ziarnko gorczycy. Mała, najmniejsza. Gdy wspólnota powstała było nas jeszcze mniej. Zasiani przez Pana, przez Niego powołani wyrośliśmy jednak – i nie chodzi tylko o liczebność. Wyrośliśmy w wierze, wyrośliśmy w Panu, wyrośliśmy we wspólnocie i teraz powinniśmy być świadectwem, umocnieniem, oparciem dla innych. To, co robimy jest jak gałęzie, które są coraz większe i które powodują, że inni znajdą odpocznienie w Panu.
Pomimo wielu różnych działań, naszego wzrostu we wspólnocie Pan zachęca nas do bliższej z Nim więzi. Pan wymaga od nas więcej niż od tłumów. Dlatego chce się z Tobą spotkać osobno, chce mówić tylko do Ciebie, do swoich uczniów. Wszystko jest ważne: nasz wzrost, zaangażowanie, dzieła, świadectwo, ale najważniejsza jest nasza osobista relacja z Panem, nasze spotkanie z Nim na osobności, nasza z Nim komunia.

Spotkanie 23.01.2015 r.    (Mk 3,13-19)

 Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.  Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskario-tę, który właśnie Go wydał.

Pan wzywa nas po imieniu abyśmy Mu towarzyszyli w spełnieniu Jego pragnienia przyprowadzenia wszystkich do Ojca. Powołuje nas z miejsca w którym właśnie jesteśmy, z naszymi brakami w wierze i miłości. Pragnie uczynić nas swoimi uczniami i wypełnić nasze braki przez żywą relację ze Sobą.

Naszą odpowiedzią na to wezwanie niech będzie gotowość naszego serca na formowanie nas przez Jezusa, na ciągłe wzrastanie w wierze i miłości do Boga i bliźniego.

JESTEM PANIE POŚLIJ MNIE

Spotkanie 16.01.2015 r.    ( Mk 2, 2-12 )

Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”.
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?”
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje łoże i idź do domu»”. On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: „Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.

Pan zachęca nas do wytrwałości w orędowaniu za innymi, do tego aby przynosić do Niego „paralityków” na ciele i duszy aby nie poddawać się mimo pojawiających się trudności wzorem ‘’czterech ‘’ z ewangelii. Tak jak uwolnienie duszy i ciała paralityka stało się świadectwem dla współczesnych , że Jezus jest Bogiem i ma moc uwalniać nas od jarzma grzechu i choroby, tak i dziś głosząc miłosierdzie Boże drugiemu człowiekowi stajemy się świadkami żywej obecności Jezusa- Boga pośród nas.

Ostatecznie tłumy obserwujące to ewangeliczne wydarzenie oddały Bogu chwałę ‘’Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: „Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.

Odnosząc to bezpośrednio do naszej wspólnoty mamy tak postępować aby Bóg w Trójcy Jedyny był przez nas i innych uwielbiony.

Podejmując zadanie przynoszenia innych do Jezusa musimy podjąć trud , może takiego dosłownego przyprowadzenia kogoś, np. na mszę, na spotkanie, zapisania i zachęcenia kogoś do odbycia rekolekcji, wytrwałej modlitwy za innych, głoszenie miłosierdzia bożego wszędzie tam gdzie nas pośle Bóg. W swoich działaniach musimy jednak pamiętać, że to Jezus zbawia a my jesteśmy tylko narzędziem w Jego ręku.

Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje łoże i idź do domu»”.

Spotkanie 09.01.2015  (Mk 6, 45-52)
Kiedy Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn, zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, do Betsaidy, zanim odprawi tłum. Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.
Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora, a On sam jeden na lądzie. Widząc, jak się trudzili przy wiosłowaniu, bo wiatr był im przeciwny, około czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze, i chciał ich minąć.
Oni zaś, gdy Go ujrzeli kroczącego po jeziorze, myśleli, że to zjawa, i zaczęli krzyczeć. Widzieli Go bowiem wszyscy i zatrwożyli się. Lecz On zaraz przemówił do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. I wszedł do nich do łodzi, a wiatr się uciszył. Oni tym bardziej byli zdumieni w duszy, że nie zrozumieli sprawy z chlebami, gdyż umysł ich był otępiały.

Pan kieruje do naszej wspólnoty takie przesłanie:

  1. Jezus nasycił pięć tysięcy mężczyzn’’

Rozmnożył chleb ale potrzebował uczniów aby go rozdali ludziom. Pan Jezus potrzebuje naszych rąk, naszych nóg aby karmić ludzi swoja miłością. Jesteśmy wspólnotą, grupą uczniów przez Niego wybranych, aby głosić Ewangelię. Wszyscy zostaliśmy przez Niego wybrani i powołani. Każdy ze swym życiowym bagażem, swoją historią. Teraz Pan przypomina, że jesteśmy kimś bliskim dla Niego – Jego uczniami.

  1. ‘’zaraz przynaglił swych uczniów, żeby wsiedli do łodzi’’

Pan przynagla nas wszystkich, abyśmy wsiedli do łodzi, odpłynęli od brzegu, czyli zachęca do działania, działania na rzecz innych ludzi – do ewangelizacji. Pan wysyła nas przed sobą, bo nam zaufał, wie, że sobie poradzimy. Tak nas przygotował i obdarował, że możemy iść dalej – na drugi brzeg. ‘’wyprzedzili Go na drugi brzeg’’

  1. ‘’Wieczór zapadł, łódź była na środku jeziora’’

Pan nie mówi, że będzie łatwo i lekko. Jest wieczór. Ciemność budzi niepokój i lęk. Łódź jest pośrodku jeziora, to tak, jakby Pan mówił, że te słowa dotyczą dzieł już trwających, zaplanowanych. I Pan patrzy jak wiosłujemy, jak się męczymy.

  1. Pan przychodzi choć nas ominął – dał nam czas na nasze działanie. Trud zawsze daje owoc radości i satysfakcji. Gdy przyjdą chwile burzy, przeciwne wiatry ( a Pan mówi już teraz, że przyjdą ) gorąco wierzmy, że Pan jest z nami. Mówi dziś do nas : „ Odwagi, to Ja jestem, nie bójcie się”. Pan zapewnia nas, że jest z nami, że patrzy na nas i w chwilach trudnych wyciągnie do nas rękę. Musimy tylko Go rozpoznać.
  2. Na koniec przyjrzyjmy się Jezusowi ‘Gdy rozstał się z nimi, odszedł na górę, aby się modlić.’’
    tu istotny dla nas przekaz płynący z pierwszych słów tego fragmentu Słowa Bożego. Pan Jezus zostawił swoich bliskich uczniów, zostawił tłumy – można powiedzieć odłożył wszystko na później i odszedł na modlitwę. Odszedł na górę, a góra wiąże się z pewnym trudem. Jest to wezwanie dla nas, aby wspólnota, różne dzieła nasze, codzienność nie zabrały nam czasu na modlitwę. Nasza jedność z Panem na osobistej modlitwie buduje naszą osobistą relację z Panem, która jest początkiem wszystkich naszych działań.

Spotkanie 19.12.2014    ( (Łk 1,5-25)

Za czasów Heroda, króla Judei, żył pewien kapłan, imieniem Zachariasz, z oddziału Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach.
Kiedy Zachariasz w wyznaczonej dla swego oddziału kolei pełnił służbę kapłańską przed Bogiem, jemu zgodnie ze zwyczajem kapłańskim przypadł los, żeby wejść do przybytku Pańskiego i złożyć ofiarę kadzenia. A cały lud modlił się na zewnątrz w czasie kadzenia.
Naraz ukazał mu się anioł Pański, stojący po prawej stronie ołtarza kadzenia. Przeraził się na ten widok Zachariasz i strach padł na niego.
Lecz anioł rzekł do niego: „Nie bój się, Zachariaszu; twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta urodzi ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie. Będzie bowiem wielki w oczach Pana; wina i sycery pić nie będzie i już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym. Wielu spośród dzieci Izraela nawróci do Pana, Boga ich; on sam pójdzie przed Nim w duchu i mocy Eliasza, żeby serca ojców nakłonić ku dzieciom, a nieposłusznych do usposobienia sprawiedliwych, by przygotować Panu lud doskonały”. Na to rzekł Zachariasz do anioła: „Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku”.
Odpowiedział mu anioł: „Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i oznajmić ci tę wieść radosną. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić aż do dnia, w którym się to stanie, bo nie uwierzyłeś moim słowom, które się spełnią w swoim czasie”.
Lud tymczasem czekał na Zachariasza. I dziwił się, że tak długo zatrzymuje się w przybytku. Kiedy wyszedł, nie mógł do nich mówić i zrozumieli, że miał widzenie w przybytku. On zaś dawał im znaki i pozostał niemy.
A gdy upłynęły dni jego posługi kapłańskiej, powrócił do swego domu. Potem żona jego, Elżbieta, poczęła i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy i mówiła: „Tak uczynił mi Pan wówczas,

Słowo jest bardzo bogate, ma bardzo wiele treści, jednak wydaje nam się, że Pan Bóg dziś odpowiada na wątpliwości wielu z nas, dotyczące zarówno życia osobistego jak i wspólnotowego. Na gruncie wspólnoty, kiedy jesteśmy świeżo po obdarowaniu charyzmatami być może w sercach wielu z nas rodzi się wątpliwość w postaci pytań po czym poznamy, że Pan Bóg nas obdarował, po czym poznamy, że mamy dany charyzmat i mamy go użyć?

Pan Bóg daje nam dziś kilka wskazówek i odpowiada na te wątpliwości:

Charyzmaty otrzymaliśmy, ponieważ prosiliśmy Ducha Świętego na modlitwie aby nas nimi obdarował, tak jak Zachariasz i Elżbieta prosili o potomstwo i Bóg ich wysłuchał, ale to On wybrał czas i miejsce łaski. My też mamy przyjąć postawę ufności, że to Bóg wybierze miejsce i czas aby się nami posłużyć dla dobra Kościoła.

A tymczasem biorąc przykład z Zachariasza i Elżbiety mamy wzrastać w świętości przez życie zgodnie w przykazaniami ’Oboje byli sprawiedliwi wobec Boga i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów Pańskich”. Mamy dbać o relację z Bogiem i drugim człowiekiem, przyjąć postawę sługi tak jak Zachariasz pełnił służbę” Mamy dbać o to aby stać się dobrym narzędziem w rękach Pana.

Jeżeli rodzi się w naszych sercach pytanie jak to się stanie, jak Pan Bóg może posłużyć się kimś takim jak ja? Przyjrzyjmy się postawie Zachariasza i temu co uczynił dla niego Bóg. Zachariasz nie był ideałem ponieważ zwątpił w wszechmoc Boga, „Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku”, uznał, że podeszły wiek jego i żony ograniczą Boga. Musimy mieć tą świadomość, że nic nie jest w stanie ograniczyć Bożej Mocy, a już na pewno nasza słabość, nasza niedoskonałość.

Spotkanie 05.12.2014 (Mt 9, 27-31)

 Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”.
Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”?
Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”.
I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

Pan Jezus wzywa nas osobiście i jako wspólnotę, na wzór niewidomych do wielkiej ufności i wiary w Jego Zbawczą Moc. Nasza wiara powinna być cierpliwa ale i odważna. Mamy tak jak niewidomi podążać za Jezusem ‘’ szli za Nim dwaj niewidomi’’ i tak jak oni odważnie wołać za siebie i innych

‘’Ulituj się nad nami, Synu Dawida”.

 

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy