Wspólnota "W mocy Ducha"

Co dobrego, co świętego?

Pewien człowiek podszedł do Jezusa i zapytał: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” Odpowiedział mu: „Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania”. Zapytał Go: „Które?” Jezus odpowiedział: „Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czcij ojca i matkę oraz miłuj swego bliźniego jak siebie samego”. Odrzekł Mu młodzieniec: „Przestrzegałem tego wszystkiego, czego mi jeszcze brakuje?” Jezus mu odpowiedział: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!” Gdy młodzieniec usłyszał te słowa, odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Co dobrego czynić? Zbyt często zatrzymujemy się na samym dobru. Tymczasem naszym powołaniem nie jest dobro. Tak. Dobrze czytasz. Naszym powołaniem jest świętość, a to znacznie więcej niż dobro. Chcemy być dobrzy, ale niestety nie zawsze chcemy być święci. I dlatego nam też zdarza się to zasmucenie, któremu uległ ów młodzieniec. Wiara naprawdę jest dla odważnych ‚+’ ks. Adam

Jedyna droga

Jezus powiedział do Żydów: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało, wydane za życie świata”. Sprzeczali się więc między sobą Żydzi, mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało do jedzenia?”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie jedli Ciała Syna Człowieczego ani pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

Słowa Jezusa nie są zwykłym zaproszeniem do częstej Komunii św. Pan mówi, że bez Niego nasze życie nie ma najmniejszego sensu. Jego Ciało wydane za nas, za nasze winy jest jedyną drogą do Nieba. Staramy się, próbujemy, wysilamy, a zapominamy o Tym, co najważniejsze. To Ciało Jezusa daje nam siłę, by żyć i to nie tylko tu, na ziemi, ale przede wszystkim w naszym Domu, w Niebie ‚+’ ks. Adam

Dziecięca ufność

Przynoszono do Jezusa dzieci, aby położył na nie ręce i pomodlił się za nie; a uczniowie szorstko zabraniali im tego. Lecz Jezus rzekł: „Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie; do takich bowiem należy królestwo niebieskie”. Położył na nie ręce i poszedł stamtąd.

W żydowskiej kulturze współczesnej ziemskiemu życiu Pana Jezusa dzieci nie zajmowały uwagi starszych. Był zwyczaj przynoszenia dzieci do proroków, Bożych mężów, by się za nie pomodlić. Skoro przyniesiono dzieci do Jezusa, to znaczy, że zobaczono w Nim męża Bożego. Zabrakło jednak wewnętrznej postawy serca. Jezus nie chce powrotu do starych zwyczajów. On je wypełnia i udoskonala. Chciał pobłogosławić dzieci, ale też postawił ich ufność za wzór. To znacznie więcej ‚+’ ks. Adam

Na drodze wolności

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”. Gdy Jezus dokończył tych mów, opuścił Galileę i przeniósł się w granice Judei za Jordan.

Gotowość do przebaczania siedemdziesiąt siedem razy zakłada, że samych okazji do przebaczania nie zabraknie. Nasze ludzkie relacje napięte są skazą grzechu. Troska o ich owocność musi stale wypełniać nasze serca. Przebaczenie jest wyrazem tej troski. Owszem, nie jest łatwym zadaniem, ale koniecznym na drodze do pełni wolności ‚+’ ks. Adam

Ku całości

Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni.

Potem ukazał się wielki znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. Ukazał się też inny znak na niebie: Oto wielki Smok ognisty, ma siedem głów i dziesięć rogów, a na głowach siedem diademów. Ogon jego zmiata trzecią część gwiazd z nieba i rzucił je na ziemię. Smok stanął przed mającą urodzić Niewiastą, ażeby skoro tylko porodzi, pożreć jej Dziecko. I porodziła Syna – mężczyznę, który będzie pasł wszystkie narody rózgą żelazną. Dziecko jej zostało porwane do Boga i do Jego tronu. Niewiasta zaś zbiegła na pustynię, gdzie ma miejsce przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: „Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca”.

Prorocka wizja uczy nas, że zaczynamy żyć pełnią naszego życia, gdy otwieramy się na jego dwa wymiary: na duchowy, niebiański  i na cielesny, doczesny, ziemski. Skupienie się na jednym z nich jest zawsze jakimś zakłamaniem, które hamuje nasz rozwój i daje poczucie klęski. Nie da się żyć samą modlitwą, tak jak nie da się żyć samą pracą. Kto jest powołany do małżeństwa czy rodziny, nie może spędzić całego dnia w kościele, bo nie wypełni swojego powołania. Ale też zajęcie się codziennymi obowiązkami bez osadzenia ich na fundamencie wiary nigdy nie przyniesie owocu. W znalezieniu należytej równowagi pomaga nam dar pobożności. Ciekawie pisze o tym św. Franciszek Salezy: Bóg stwarzając świat, rozkazał roślinom przynosić owoc „każdej według swego rodzaju”. Podobnie też nakazuje chrześcijanom, żywym roślinom swego Kościoła, aby przynosili owoce pobożności odpowiednio do stanu i powołania. Inaczej rozwijać ma pobożność człowiek wyżej postawiony, inaczej rzemieślnik lub sługa, inaczej książę, inaczej wdowa, inaczej dziewica lub małżonka. Nawet i to nie wszystko. Trzeba jeszcze, aby każdy rozwijał pobożność odpowiednio do swych sił, zajęć i obowiązków. Otóż, pobożność, jeżeli jest prawdziwa i szczera, niczego nie rujnuje, ale wszystko udoskonala i dopełnia. Kiedy zaś przeszkadza i sprzeciwia się prawowitemu powołaniu lub stanowi, z pewnością jest fałszywa ‚+’ ks. Adam

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy