Wspólnota "W mocy Ducha"

Archive for Grudzień, 2018

Rób, co robisz

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

W ostatni dzień starego roku słyszymy: z Jego pełności otrzymaliśmy wszyscy łaskę po łasce. Warto, dokonując kolejnego bilansu naszego życia, zastanawiając się nad noworocznymi postanowieniami, wejść właśnie  w tę prawdę, w prawdę o wielkiej hojności Boga, który nieustannie nam się udziela, byśmy mieli prawdziwe życie. Jak dokonać takiego bilansu? K. Rahner, w „Małym roku kościelnym” daje nam bardzo ciekawy i trafny punkt spojrzenia na tę chwilę, zarówno w wymiarze liturgicznym, jak i tym ludzkim.

Pisze, że jedyną formą bilansu dla nas wierzących, jest rezygnacja z bilansu. Mam zapomnieć o tym, co za mną, na tyle, by bilans stał się biegiem o nagrodę życia wiecznego w gorzko-słodkim trudzie chrześcijańskiej codzienności. W tym gorzko-słodkim trudzie naszej codzienności mamy budować nie na sobie, nie na własnych umiejętnościach, planach, wyobrażeniach, ale na łasce Boga. Ci którzy przyjmują Jezusa, dostają tę najważniejszą łaską, dostają moc, jak  pisze św. Jan, aby się stali dziećmi Bożymi. Niektóre tłumaczenia podają, aby się stawali dziećmi Bożymi. To prawda, że stajemy się dziećmi Boga w momencie chrztu, ale przecież stajemy się nimi przez całe życie. O to chodzi, by tego jednego momentu łaski nie zakopać, ale rozwijać go i rozciągać na wszystkie sfery naszego życia. Raz jeszcze Rahner: rób dalej z twardym zwykłym poczuciem obowiązku to, czego wymaga chrześcijańska codzienność dobrych uczynków. Rób dalej! Dziś i jutro. Dopóki się Bogu spodoba. Staraj się trochę uważać, żebyś nie przeoczył rzadkich okazji do poważniejszych czynów. I dopóki nasze dobre uczynki sprawiają nam nieco przykrości i są gorzkie sercu, dopóki spełniamy drugi uczynek, aby zapomnieć, że pierwszy był dobry, dopóty wiemy też, że uczynki te nie wyrodziły się jeszcze w zewnętrzną rutynę i że pomimo swoich lat nie skostnieliśmy jeszcze na sposób faryzejski ‚+’ ks. Adam

W wierności

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: „Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Lecz on im odpowiedział: „Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Co weźmiemy dla siebie z tej tajemnicy szukania Jezusa? Postawa Jezusa uczy nas głębokiego rozumienia naszego chrześcijańskiego powołania. Żadna osoba, żadna rzecz nie może stanąć między nami a Panem Bogiem, nie może przysłonić nam Jezusa. Sam Jezus uczy nas tego pierwszeństwa Boga w życiu, autor Listu do Hebrajczyków wkłada w Jego usta słowa: „Oto przychodzę, abym pełnił Twoją wolę, mój Boże”.

Jak bardzo te słowa Jezusa uobecniają się w postawie Maryi, w Jej fiat; ewangelista podkreśla, że Maryja zachowywała te sprawy i rozważała je w swym sercu; pewnie nie wszystko rozumiała, nie wszystko było dla niej łatwe i nieraz towarzyszył Jej ból matczynego serca, nie tylko tu, gdy szukała Jezusa, ale także na Kalwarii, gdy patrzyła na Syna konającego w nieludzkich męczarniach. Maryja uczy nas w ten sposób wierności Bogu, wierności powołaniu, wierności ponad wszystko. Ewangeliczna scena stawia przed nami także znak ostrzegawczy: Jezusa niestety można zagubić. Można Go utracić na zawiłych ścieżkach współczesnego świata. Może to nastąpić nagle, przez grzech; częściej jednak zdarza się to stopniowo, prawie niedostrzegalnie, ale jak uczy św. Tomasz a Kempis „Kto gardzi rzeczami drobnymi, powoli w poważne upada”. Na drodze szukania Jezusa nie jesteśmy jednak sami. To z Maryją idziemy do Jezusa, bo Ona wie, jak i gdzie Go szukać. Ona wskazuje nam na dwie drogi odnalezienia Jezusa. Najpierw szukała Go wśród krewnych i znajomych. Jest to dla nas i wskazanie i zadanie, by szukać Chrystusa w drugim człowieku i by zanosić Chrystusa drugiemu człowiekowi. Drugi kierunek szukania Chrystusa to świątynia. Można odnaleźć Jezusa w świątyni, na modlitwie, na słuchaniu Słowa Bożego. Można powiedzieć, że dzisiaj i my pielgrzymujemy razem z rodzinami, ze znajomi do wiecznej świątyni w Niebieskim Jeruzalem. Do wspólnego pielgrzymowania zaprośmy Maryję ‚+’ ks. Adam

Zgodnie z wolą Pana

Gdy upłynęły dni Ich oczyszczenia według Prawa Mojżeszowego, Rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: „Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu”. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek prawy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: „Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela”. A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: „Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu”.

Nasze patrzenie na Świętą Rodzinę przypomina czasem czytanie bajek. Miło się tego słucha, ale kiedyś trzeba wrócić do rzeczywistości. A przecież Święta Rodzina to największa chrześcijańska rzeczywistość. Dzisiejszy fragment Ewangelii to kolejna szansa na porzucenie własnych wyobrażeń i na dotarcie do prawdy. W łukaszowym opisie uderza prostota, wyrażająca bogactwo więzi Świętych Rodziców w Bogiem.

Robią wszystko zgodnie z Prawem, są posłuszni Bogu. I nie zastawiają się okolicznościami, niezrozumieniem do końca Bożych planów, zaskoczeniem Bożym działaniem. Po prostu robią to, co do nich należy. Przyjmują pod swój rodzicielski dach Boga, nie przestają być ludźmi. A jednocześnie w całej tej zwykłości ich postępowania, stają się święci. Posłuszeństwo natchnieniom Ducha Świętego prowadzi człowieka do pełni, do której przeznaczył go Stwórca. Świętość nie domaga się nadzwyczajności w myśleniu, w mówieniu, w postępowaniu. Świętość to nadzwyczajność w miłości. Bo choć do takiej miłości wszyscy jesteśmy wezwani i właśnie taka miłość jest naszą normą, to ta miłość nie przestaje być nadzwyczajna. Jak mówiła św. Faustyna: wieczności będzie mało, by tę miłość w sobie do końca odkryć. Może zatem warto w tym czasie, inaczej niż w poprzednich latach, zrobić wszystko co w naszej zwykłej ludzkiej mocy, na bazie niezwykłe Bożej miłości, by nie powtarzać tym razem: święta, święta i po świętach. Duch Święty, który jest dany jest ciągle nowy i świeży, a tym którzy Go proszą udziela się hojnie i nieustannie. Trzeba tylko poprosić ‚+’ ks. Adam

Marana Tha

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: „Z Egiptu wezwałem Syna mego”. Wtedy Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew. Posłał oprawców do Betlejem i całej okolicy i kazał pozabijać wszystkich chłopców w wieku do lat dwóch, stosownie do czasu, o którym się dowiedział od Mędrców. Wtedy spełniły się słowa proroka Jeremiasza: „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma”.

Walka aniołów ciemności przeciw Wszechmocnemu Boga trwa od pierwszego ich nieposłuszeństwa i nasila się w szczególnych momentach łaski. Gdy świat słyszy dobrą nowinę: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom umiłowanym przez Pana; gdy utulona została tęsknota całej ziemi, bo ujrzała swego Zbawiciela, zło z całym okrucieństwem i nienawiścią wypluwa swój jad. Radość z narodzenia Zbawiciela musi zderzyć się z płaczem po zamordowanych dzieciątkach. I tak jest do dzisiaj. Radość wiary, radość Ewangelii przeżywana jest w dramatach prześladowań, zabijania, zwłaszcza nienarodzonych, okrucieństw wojny. Jak to pogodzić? Dlaczego tak musi się dziać?

Trudny jest dar wolności. Można iść za Bogiem, ale można też, niestety powiedzieć Bogu nie. I powtarzać herodowe szaleństwa. Tak jest i tak będzie aż do powtórnego przyjścia Pana. Na tym polega dzieło odkupienia. Choć Bóg wydała za nas swego jednorodzonego Syna, to człowiek sam decyduje, czy tę ofiarę chce przyjąć. Wolność jest w nas. Także wtedy, gdy jest ciężko. Ale to nasze pełne bólu oczekiwanie, gdy z jękiem nieraz wołamy Marana Tha – przyjdź Panie Jezu, możliwe jest do przyjęcia tylko w Bogu. Bo tylko w Bogu możemy zwyciężyć szatana i jego dzieła. Tylko w Bogu różne dramaty nie staną się naszym tragediami. Mogą nas przycisnąć do ziemi, ale nas nie zniszczą. Bo w każdej takiej sytuacji Pan posyła do nas swojego anioła, który wskazuje nam drogę ucieczki ‚+’ ks. Adam

Blisko

Wierzysz w to?

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena pobiegła i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.
W fakcie pustego grobu mieści się źródło naszej nadziei: skoro przez chrzest umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że razem z Nim żyć będziemy. Nie chodzi tutaj tylko o nadzieję na życie wieczne, pozaziemskie. Zmartwychwstanie Chrystusa dokonało się przecież dla człowieka tej ziemi. Ukrzyżowany i zmartwychwstały Chrystus nie chce nas odrywać od rzeczywistości naszego życia, abyśmy zapomnieli na chwilę o naszych problemach i cierpieniach. Chrystus zmartwychwstał, aby nas zbawić, aby nadać sens naszemu życiu i zaprowadzić nas do Ojca. Jezus uczy nas, że mamy naśladować Go, że tak, jak On mamy przechodzić przez życie dobrze czyniąc, że mamy składać siebie w ofierze, a jeśli trzeba mamy oddać swoje życie, i tak jak On mamy zmartwychwstawać. Wiara w zmartwychwstanie ukrzyżowanego Chrystusa, nie daje nam ostatecznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak wiele zła, nieszczęść, wstrząsów dotknęło nasz świat choćby w ostatnim czasie. Nie wyjaśnia nam również tylu bolesnych doświadczeń naszego osobistego życia. Ale prowadzi do tego, który jest jedynym sensem człowieka. W takiej wierze świadczymy o Bogu – zwycięzcy piekła i szatana, zła i śmierci. W tej wierze podejmiemy na nowo potężny wysiłek przemiany naszej rzeczywistości na lepszą. W tej wierze nie będziemy obojętni wobec tego wszystkiego, co się wokół nas dzieje. W tej wierze będziemy posłańcami Boga, który nie chce upadku swojego stworzenia. W wierze w zmartwychwstanie będziemy oczekiwać powtórnego przyjścia Pana. Jan ujrzał i uwierzył; uwierzył, że Chrystus prawdziwie zmartwychwstał. A ty, wierzysz w to? ‚+’ ks. Adam

Świadek Dzieciątka

Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.

Już dzień po Uroczystości Bożego Narodzenia Kościół stawia nam przed oczy pierwszego męczennika. Bardzo wymowny znak. Świat próbuje wymazać Boga z naszego życia, albo przynajmniej włożyć Go w swoje ramy. Dlatego nawet niewierzący śpiewają kolędy o Nowonarodzonym, bo to takie ładne, dzielą się opłatkiem – symbolem życia wiecznego, bo taka tradycja. Czasem temu trendowi poddajemy się i my, chrześcijanie. Łatwo poddać się urokowi tych świąt, łatwo się rozckliwić nad biedniutkim niemowlęciem. Nie tędy droga. Kościół roztropnie prowadzi nad drogą zbawienia. Małe Dziecię jest potężnym Zbawicielem. Przyjęcie Nowonarodzonego Jezusa, to przyjęcie prześladowań z Jego powodu, bo On jest znakiem sprzeciwu. Sprzeciwu wobec tego wszystkiego, za czym tak świat goni, a co jest najkrótszą drogą do piekła. Droga ucznia Chrystusa jest drogą po śladach nauczyciela – niesłuszne sądy, oskarżenia, kpiny, niezrozumienie, a nawet śmierć. I niemożliwe jest przyjęcie tego wszystkiego bez mocy Ducha Świętego, który dokona nowego stworzenia. Prorok Ezechiel zapowiadał, że to nowe stworzenie będzie równocześnie uświęceniem, na które złożą się dwa etapy: po pierwsze zabranie, usunięcie serca starego, kamiennego, niewrażliwego na Boże nakazy i po drugie: danie nowego serca, cielesnego, serca wrażliwego i czułego. Serce oznacza najgłębsze wnętrze człowieka, będzie to więc rzeczywiste unicestwienie starego człowieka, a stworzenie nowego. To, co dziś wydaje nam się niemożliwe do zrozumienia, do przyjęcia, do ogarnięcia, stanie się możliwe dla nowego człowieka w nas, który wytrwa przy Jezusie do końca, a ten kto wytrwa do końca, będzie zbawiony ‚+’ ks. Adam

Wrota pokory

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

Ten, kto chce zobaczyć w Betlejem miejsce narodzin Jezusa, musi się schylić. Wejście do Bazyliki Narodzenia ma bowiem niecałe półtora metra wysokości. Kiedyś było znacznie większe, ale przybywający tu średniowieczni władcy mieli niestety w zwyczaju wjeżdżać na koniach do wnętrza kościoła; zmniejszenie otworu miało to uniemożliwić. Możni panowie musieli więc schodzić z konia, jeśli chcieli dostać się do groty narodzenia.

I tak to niskie wejście nabrało głębokiej wymowy; do dziś mówi każdemu pielgrzymowi: Człowieku, kimkolwiek byś nie był, pochyl się nad tą wielką tajemnicą! Tylko ten, kto się uniży, umniejszy, stanie się jak dziecko, może zbliżyć się do Dziecięcia, które się tu narodziło, do Wcielonego Boga i tylko ten zrozumie, co to znaczy, że Bóg stał się Człowiekiem. Papież Benedykt XVI tak mówił w czasie jednej z homilii: Wydaje mi się, że w tym przejawia się głębsza prawda, i chcemy, by ona nas poruszyła w tę Świętą Noc: jeśli chcemy znaleźć Boga, który ukazał się jako dziecko, musimy zsiąść z konia naszego «oświeconego» rozumu. Musimy porzucić nasze fałszywe pewności, naszą intelektualną pychę, która uniemożliwia nam dostrzeżenie bliskości Boga. Kiedy już postaram się uświadomić sobie tę niezwykłą tajemnicę, kiedy pokornie popatrzę na Jezusa jak na Zbawcę, który rzeczywiście ma moc zmienić moje życie, to co robić? Św. Jan Apostoł we wstępie do swojej Ewangelii pisze: Wszystkim, którzy je przyjęli dało moc, aby się stawali. Narodziny Jezusa w naszym życiu to nie jakaś chwila, która mija bezpowrotnie. Jezus daje łaskę, która ma nam pomóc zmieniać się przez całe życie, ma nam pomóc nieustannie stawać się dzieckiem Bożym, dorastać, dojrzewać do roli dziecka Bożego, uświęcać się przez wszystkie swoje słowa, swoje czyny, swoje wybory, aż do ostatecznego spotkania Chrystusa twarzą w twarz ‚+’ ks. Adam

Szansa milczenia

Zachariasz, ojciec Jana, został napełniony Duchem Świętym i prorokował, mówiąc: „Błogosławiony Pan, Bóg Izraela, bo lud swój nawiedził i wyzwolił, i wzbudził dla nas moc zbawczą w domu swego sługi Dawida: jak zapowiedział od dawna przez usta swych świętych proroków; że nas wybawi od naszych nieprzyjaciół i z ręki wszystkich, którzy nas nienawidzą; że naszym ojcom okaże miłosierdzie i wspomni na swe święte przymierze, na przysięgę, którą złożył ojcu naszemu, Abrahamowi. Da nam, że z mocy nieprzyjaciół wyrwani służyć Mu będziemy bez lęku, w pobożności i sprawiedliwości przed Nim, po wszystkie dni nasze. A i ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogi; Jego ludowi dasz poznać zbawienie, przez odpuszczenie mu grzechów, dzięki serdecznej litości naszego Boga, z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”.

Bóg sam zechciał zrobić pierwszy krok w stronę każdego człowieka, to On sam zechciał wypowiedzieć pierwsze słowo, ale człowiek ma na to odpowiedzieć; i albo przyjmie Boga, albo Go odrzuci i innej drogi nie ma. Stąd tajemnica tych świąt, do których przygotowywaliśmy się przez czas adwentu, a w przestrzeń których już wchodzimy, polega na tym, że człowiek ma pozwolić Bogu odnaleźć się. Bez względu na to, jak dziś wygląda nasze życie, czy zdążamy w stronę domu Ojca, czy powoli już zapominamy o Bogu, czy zmieniamy nasze życie, czy jest nam wszystko jedno, nowonarodzony Chrystus przychodzi do każdego z nas, przynosząc swój pierwszy dar: pokój. I jest to dar dla wszystkich ludzi. Pan Jezus chce obdarzyć swym pokojem każdego człowieka i każdemu chce powiedzieć: nie lękaj się, jestem z tobą i jeśli tylko pozwolimy Chrystusowi narodzić się w naszym sercu, w naszym życiu, to pokój ten będzie trwał na wieki. Jedno ze świątecznych opowiadań wskazuje na postać ubogiego pastuszka. Gdy pasterze usłyszeli o narodzeniu Mesjasza, ruszyli w pośpiechu do betlejemskiej groty, biorąc, co kto miał pod ręką, by godnie przywitać Króla. Tylko mały pastuszek szedł zapłakany, bo nie miał żadnego prezentu. Gdy pasterze witali Dziecię Jezus, ofiarując Mu swoje dary, Matka Boża, chcąc je odebrać, złożyła swoje dzieciątko na rękach ubogiego pastuszka, bo tylko jego ręce były puste. Puste i wolne. Jest to najpiękniejsza rzecz, jaka również nas mogłaby spotkać. Posiadanie na święta serca ubogiego, wyciszonego, że Maryja widząc nas, mogłaby także nam powierzyć swe Dziecię. Temu służyło Zachariaszowe milczenie. Trzeba najpierw oczyścić swoje serce ze wszystkiego, co zbędne, by móc potem wychwalać wielkie dzieła Boże. Niech te święta będą dla Was wszystkich prawdziwie świętami Narodzenia Boga ‚+’ ks. Adam

Uwolnić Boże Narodzenie

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.

Rok temu przed świętami, papież Franciszek zaapelował w mediach społecznościowych: „Uwolnijmy Boże Narodzenie od światowości, która je wzięła w niewolę! Prawdziwy duch Bożego Narodzenia to radość z tego, że Bóg nas kocha”. Te słowa przywołujemy i dzisiaj, gdy kończymy już nasze adwentowe oczekiwanie. Co mamy robić, by uwolnić te święta? No, na pewno nie o zakupy chodzi ani nawet nie o porządki. Uwolnić od światowości to uczynić te święta świętami narodzenia Boga, a nasze świętowanie aktem prawdziwie religijnym. Widzimy dzisiaj w Ewangelii Maryję, która udaje się do swojej krewnej, niosąc pod swoim sercem. Jest, jak Ją nazwano, Żywą monstrancją. Ukazanie Chrystusa światu, swoim życiem, postępowaniem, modlitwą, słowami nie jest zadaniem jedynie Matki Bożej. Ona przewodniczy nam tej drodze, ale mamy tę drogę podjąć wspólnie, jako uczniowie Chrystusa i jako dzieci Maryi. Na tej drodze warto podjąć dwa zadania. Pierwsze – to powiększanie dobra, wyobraźnia miłosierdzia w konkretach. Maryja idzie do Elżbiety, by z nią być, by jej pomóc w codziennych, zwykłych sprawach. Umiemy mobilizować się w wielkich sprawach, ale potrzeba tej mobilizacji każdego dnia, wobec najbliższych i wobec wszystkich innych ludzi. Drugie zadanie to walka ze złem. Papież Benedykt wielokrotnie przestrzegał przed obojętnością, milczeniem wobec zła. Kiedy nie reagujemy na zło, to dajemy światu znak, że się z nim zgadzamy, że je akceptujemy. Te dwa zadania, przy wsparciu i orędownictwu Najświętszej Maryi Panny, pomogą nam uwolnić Boże Narodzenie, byśmy mogli trwać w radości z tego, że Bóg nas kocha ‚+’ ks. Adam

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy