Wspólnota "W mocy Ducha"

Archive for Marzec, 2018

Słowo Krzyża

Balthasar pisze: „miłość nie jest słowem świata, lecz ostatecznym Słowem Boga o sobie i właśnie dlatego również o świecie. Na Krzyżu dokonało się najpierw przekreślenie słowa świata poprzez całkiem inne Słowo, którego świat za żadną cenę nie chce słyszeć. Świat chce żyć i zmartwychwstać, zanim jeszcze umrze, natomiast miłość Chrystusa chce umrzeć, by zmartwychwstać po drugiej stronie śmierci. Życie świata, który chce żyć, zanim umrze, nie znajduje jednak w sobie nadziei na uczynienie nieśmiertelnym tego, co doczesne. Słowo Boga w Jezusie Chrystusie przynosi tej światowej woli życia jedyną nadzieję, zupełnie nieoczekiwanie”. Dopiero zmartwychwstanie w pełni uczy nas, jak nieogarniona jest Miłość Boga. Nic nie pomogą poświęcone pokarmy, na nic nie przyda się nasze wzruszenie, jakaś chwila skupienia wyrwana z naszego zabiegania. Wszystko to na nic, jeśli w naszym sercu, mocą naszej wiary nie pozwolimy, by Chrystus zmartwychwstał w nas i dla nas ‚+’ ks. Adam

Konał Człowiek

Nie płaczcie nade Mną, płaczcie nad sobą i nad waszymi dziećmi. Słowa te chyba nie za bardzo pasują nam do wydarzeń dzisiejszego dnia, bo kiedy jak kiedy, ale w Wielki Piątek trzeba i wypada zapłakać nad okrutnym losem Boga-Człowieka. Kiedy jednak zastanowimy się choć przez chwilę nad tajemnicą Wielkiego Piątku, to okazuje się, że słowa Pana Jezusa: Nie płaczcie nade Mną… znajdują właśnie dziś swój głęboki sens. Bo tajemnica Krzyż Chrystusa nie jest w pierwszym rzędzie i tylko i wyłącznie tajemnicą cierpienia i okrutnej śmierci, ale jest przede wszystkim tajemnicą nieskończonej Miłości, Miłości posłusznej, Miłości miłosiernej, Miłości przebaczającej. I nad taką Miłością nie trzeba płakać, nie wypada płakać. Nad taką Miłością trzeba się pochylić w duchu głębokiej wdzięczności i uniżenia. Bo oto dzisiaj jesteśmy świadkami ponownego stworzenia. Bóg dla człowieka wchodzi nawet w największą ciemność opuszczenia. On, który nie miał grzechu chce przeżywać oddalenie i samotność człowieka, dla którego nieraz grzech staje się powszednim chlebem. Zechciał przeżyć tę noc opuszczenia, aby człowiek nigdy już nie czuł się samotny, a jeśli już to tylko z powodu utraty Boga. Wykonało się. Chrystus dopełnił dzieło stworzenia, by człowiek na zawsze już wiedział, że Bóg, który jest Miłością czeka na niego. Karl Rahner pisze: „Przed Krzyżem nikt nie wiedział ostatecznie i jednoznacznie, co Bóg do człowieka powie. Teraz jednak wyrzekł swoje ostatnie słowo na tym świecie i w jego dziejach: tym słowem jest krzyż Jego Syna. I jak przedtem ludzkość od początku swojej historii i swej niedoli kroczyła nieustannie w tajemniczym cieniu Krzyża zasłoniętego, tak odtąd ludzie już przez dwa tysiąclecia – świadomi tego lub nie – ciągną bardzo wyraźnie ku temu Krzyżowi, już odsłoniętemu. I w tych dwóch tysiącleciach dokonuje się bezustannie to samo, co działo się w ciągu tamtych trzech godzin, kiedy na Golgocie sterczał ku niebu drewniany słup, a na nim, wepchnięty między ziemię a niebo, konał Człowiek” ‚+’ ks. Adam

Jak Ja uczyniłem

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”. Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!” Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.

Wraz z Ostatnią Wieczerzą zaczyna się godzina Jezusa, do której od początku zmierzała Jego działalność. Treść tej godziny Jan wyraża w dwu terminach: godzina przejścia oraz godzina miłości aż do końca. Oba terminy wzajemnie się wyjaśniają i dopełniają. Przejście Jezusa do Ojca dokonuje się w trakcie bolesnej męki i śmierci na mocy Jego całkowitego posłuszeństwa i miłości aż do końca, można powiedzieć do granic nieskończoności. A owa miłość jest właśnie procesem przejścia, przemiany – wyjścia z ograniczeń ludzkiej kondycji podlegającej śmierci, w której wszyscy jesteśmy wzajemnie od siebie odłączeni, w której pozostajemy dla siebie obcy i samotni, oraz wchodzenia w całkowicie inny sposób życia, którego sami nie jesteśmy w stanie osiągnąć, życia wspólnego w Bogu życia w jedności dzieci Bożych, życia nieskończonego, w którym wszyscy pozostaniemy dla siebie braćmi i siostrami. To przejście w miłości aż do końca było nieustannym zniżaniem się Boga po człowieka aż do śmierci na krzyżu, by każdego człowieka przyprowadzić na nowo do Ojca ‚+’ ks. Adam

Tak, ty

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?” A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać. W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?” On odrzekł: „Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda”. Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: „Chyba nie ja, Panie?” On zaś odpowiedział: „Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”. Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: „Czyżbym ja, Rabbi?” Odpowiedział mu: „Tak, ty”.

Szukamy znaków, potwierdzeń, dowodów, ale najczęściej na swoją nutę. Judasz otrzymał znak: Pan zna prawdę, a mimo to nadal szukał siebie. Zdarza się, że w braku oczekiwanych przez nas, szukamy usprawiedliwienia dla własnych słabości. Ileż to razy łudzimy siebie diabelskim: mam prawo; jestem wolny! Wydaje się nam, że gdyby Pan Bóg działał bardziej na naszą miarę, wiele rzeczy byłoby łatwiejszych. A przecież Pan dokładnie zna naszą miarę i dokładnie wie, czego najbardziej nam potrzeba. Dlaczego zatem nie wszystko jest takie proste? Głównie przez to, iż wciąż za bardzo szukamy siebie, swoich oczekiwań, swoich potrzeb, swoich planów. Mówimy: przecież to moje życie, kto je zna, by mógł mi pomóc? Nikt nie wie, co przeżywam, co więc może mi poradzić? Nosimy w sobie rysę wyjątkowości. Wydaje się nam, że nasze problemy są większe od czyichś; nasza sytuacja poważniejsza od czyjejś, a ciężar naszego życia ponad wszelką miarę. Choć dla wielu to trudne do przyjęcia, to jednak trzeba to powiedzieć: nie jesteśmy centrum świata, człowiek nie jest środkiem świata, Ty nie jesteś środkiem świata. Już jutro rozpoczynamy czas Świętego Triduum Paschalnego; aby go dobrze przeżyć, trzeba zapomnieć o sobie. Czy zdobędziesz się na trud odnalezienia swojego miejsca? Czy pozwolisz sobie na odrobinę wysiłku, by zobaczyć cokolwiek poza czubkiem własnego nosa? To trudne słowa, ale mamy święty czas Wielkiego Tygodnia, dosyć już wreszcie o sobie ‚+’ ks. Adam

Ku Światłości

W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi. Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: „Panie, któż to jest?” Jezus odparł: „To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan. Jezus zaś rzekł do niego: „Co masz uczynić, czyń prędzej!” Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święto”, albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc. Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”. Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?” Odpowiedział Mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”. Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”. Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.

Wstrząsające w dzisiejszej Ewangelii jest to jedno, krótkie zdanie: a była noc. Judasz został wybrany przez Pana. Towarzyszył Mu przez trzy lata. Wsłuchiwał się w jezusową ewangelię. Był świadkiem cudownych wydarzeń. Widział liczne uzdrowienia. I był z Jezusem w codziennych, zwykłych chwilach. Uczestniczył w Ostatniej Wieczerzy. Miał przy sobie Światłość świata, a pozwolił, by w jego sercu zapanowała noc. Warto pomyśleć o tych wszystkich, naszych nocach, kiedy jasność serca zdawała się gasnąć. Jezus do końca walczy o człowieka, nie przekreśla go nigdy, ale też do końca szanuje jego wolność. W nocy Judasza można po części odnaleźć siebie, bo któż z nas jest bez grzechu? Nie chodzi tu jednak o to, by z energią walić się w piersi, chodzi o to, by mieć świadomość, że tu na ziemi owa noc próbuje nami zawładnąć, choć sama dobrze wie, że jej czas bezpowrotnie mija. Nasze życie to nie automat, w którym wystarczy powciskać parę przycisków, powrzucać kilka monet i mamy oczekiwany efekt. Jesteśmy zaproszeni przez Jezusa do udziału w wielkich tajemnicach, ale to nie znaczy, że nie musimy robić absolutnie nic, jakby wszystko było nieodwracalnie przesądzone. Mamy dbać o to, by noc nie przysłaniała nam Światłości, byśmy w tę noc nie wchodzili ‚+’ ks. Adam

Olejek miłości

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: „Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie”. Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

Na sześć dni przed Paschą, przed najważniejszą godziną w historii ludzkości życie wydaje się biec swoim torem. Nawet apostołowie nie zdają sobie sprawy z tego, co się wydarzy. Jeśli jednak spojrzymy głębiej, możemy dostrzec, że Bóg zaplanował tę zwyczajność. Chrystus uniżył się do końca. Słyszeliśmy wczoraj, że na głos Pana, nawet kamienie mogłyby wydać radosne okrzyki. Ale On wybiera pokorną drogę Sługi Boga Najwyższego. Tylko ten, kto popatrzy sercem, zrozumie, co trzeba zrobić, tak jak Maria. Na sześć dni przed Paschą byłoby dobrze, żebyś zadbał o jakość Twojego olejku. Tyle postanowień, tyle spraw, tyle różnych wysiłków. Stajesz teraz przed tym momentem, kiedy możesz namaścić stopy Pana, kiedy możesz obdarować Go pokorną miłością. Jaką wonią napełni się dom twojego życia? Czym jest Twój olejek? Owszem, nie Ty jesteś twórcą olejku, ale Ty nadajesz mu charakterystyczny zapach. To Ty sprawiasz, że ku Jezusowi wznosi się wspaniała woń Twojej pokornej i cichej ofiary, albo zgnilizna ofiary składanej samemu sobie. Czy możesz odnaleźć w sobie zapobiegliwość Marty? A może bliższa Ci jest czułość i delikatność Marii? Sprawdź, czy nie zagnieździło się w Tobie judaszowe zakłamanie i chciwość. Te najświętsze dni są dla Ciebie szansą oddania się tylko Panu. Jezus zaprasza Cię do niesamowicie intymnej relacji. Nie myśl o sobie, czy się dobrze przygotowałeś, czy wszystko ma swoje miejsce, czy możesz być z siebie dumny. Myśl o Panu, towarzysz Mu w tych smutnych i trudnych dniach. Bądź z Nim myślami i sercem. Czytaj Ewangelie – ostatnie rozdziały – i rozważaj w swoim sercu ból Bożej miłości. Niech Jezus widzi Ciebie przy sobie. Postaraj się w te święte dni ‚+’ ks. Adam

Na krzyż!

Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej, posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane, na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Odwiążcie je i przyprowadźcie tutaj! A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie, powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem. Poszli i znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a niektórzy ze stojących tam pytali ich: Co to ma znaczyć, że odwiązujecie oślę? Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a inni gałązki ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli za Nim, wołali: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach!

Nie można nie usłyszeć w dzisiejszym ‚Hosanna’ nutki smutku i tęsknoty. Jak mało czasem potrzeba, by podziw zamienić w obojętność, miłość w nienawiść. Między ‚Hosanna’, a ‚Ukrzyżuj’ upłynęło tylko kilka dni, a czasem wystarczy  tylko kilka chwil. Smutne, ale bardzo prawdziwe. Nie chodzi teraz o to, by zatracić się w żalu, żeby się nie okazało, że płaczemy nad drzewem zielonym, nie dostrzegając tego, że sami usychamy. Tym, co może nas uratować to pokora, czyli prawda, prawda o tym, kim jesteśmy i Kim jest Ten, który nas stworzył i zbawił ‚+’ ks. Adam

Za naród

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: „Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród”. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?” Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.

Głównym problemem uczonych w Piśmie było zapatrzenie w siebie i wiara we własną mądrość, nie starczyło już miejsca dla Boga i Jego łaski. Jak się okazało problem ten doprowadził do całkowitej ślepoty wiary. To co przeraża i zasmuca w postawie arcykapłanów i faryzeuszów, a tak naprawdę w postawie każdego z nas, to schematyzm. Schematyzm w myśleniu, schematyzm w opiniach, schematyzm w działaniu, schematyzm w wyborach. Rutyna zabija w nas wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego; osłabia naszą wolę i pragnienie nowego życia. Bez wyobraźni miłosierdzia, bez wyjścia poza ludzkie szufladki, człowiek wciąż będzie się zastanawiać, czy to jest możliwe, czy to już ten czas, czy wypada, czy powinien. Nie chodzi o to, by być bezrefleksyjnym i naiwnym w życiu i w całej naszej relacji z Bogiem, ale o to, że mamy Jemu zaufać i nie skupiać się na sobie. Diabelski plan faryzeuszów, choć może się to wydawać szokujące, został niejako wpisany w Boży plan zbawienia człowieka. Bóg naprawdę potrafi prostować wszelkie krzywe ścieżki naszego życia. Pytanie, czy musimy je wciąż krzywić. Pan Bóg może okazać swoją moc nie tylko w chwilach naszych słabości. On jest wielki także wtedy, gdy człowiek pozostaje Mu wierny. Tego ma nas nauczyć nasze wielkopostne wędrowanie ‚+’ ks. Adam

Za naród

Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Arcykapłani więc i faryzeusze zwołali Sanhedryn i rzekli: „Cóż zrobimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, a przyjdą Rzymianie i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod rozwagę, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród”. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus ma umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale także po to, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował otwarcie wśród Żydów, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasta zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Jak wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?” Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, by można było Go pojmać.

Głównym problemem uczonych w Piśmie było zapatrzenie w siebie i wiara we własną mądrość, nie starczyło już miejsca dla Boga i Jego łaski. Jak się okazało problem ten doprowadził do całkowitej ślepoty wiary. To co przeraża i zasmuca w postawie arcykapłanów i faryzeuszów, a tak naprawdę w postawie każdego z nas, to schematyzm. Schematyzm w myśleniu, schematyzm w opiniach, schematyzm w działaniu, schematyzm w wyborach. Rutyna zabija w nas wrażliwość na natchnienia Ducha Świętego; osłabia naszą wolę i pragnienie nowego życia. Bez wyobraźni miłosierdzia, bez wyjścia poza ludzkie szufladki, człowiek wciąż będzie się zastanawiać, czy to jest możliwe, czy to już ten czas, czy wypada, czy powinien. Nie chodzi o to, by być bezrefleksyjnym i naiwnym w życiu i w całej naszej relacji z Bogiem, ale o to, że mamy Jemu zaufać i nie skupiać się na sobie. Diabelski plan faryzeuszów, choć może się to wydawać szokujące, został niejako wpisany w Boży plan zbawienia człowieka. Bóg naprawdę potrafi prostować wszelkie krzywe ścieżki naszego życia. Pytanie, czy musimy je wciąż krzywić. Pan Bóg może okazać swoją moc nie tylko w chwilach naszych słabości. On jest wielki także wtedy, gdy człowiek pozostaje Mu wierny. Tego ma nas nauczyć nasze wielkopostne wędrowanie ‚+’ ks. Adam

Chleb z Nieba

Żydzi porwali za kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów, które pochodzą od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie kamienować?” Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga”. Odpowiedział im Jezus: „Czyż nie napisano w waszym Prawie: „Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

W zachowaniu Żydów, w ich chęci ukamienowania Jezusa wraca diabelska pokusa. Gdy Jezus przebywał na pustyni przez 40 dni, poszcząc i modląc się do Ojca, diabeł nakłaniał Go, by właśnie z kamieni uczynił chleb, którym mógłby nasycić swój głód. Diabelska pokusa powraca przed męką Pana. Żydzi nie rozpoznają obiecanego Mesjasza w rabbim z Nazaretu. Nie rozumieją, że to właśnie On stał się prawdziwym chlebem z nieba, który może zaspokoić głód wszystkich pokoleń. I nie pomaga autorytet Pisma, nie pomagają znaki i cuda, nie pomagają liczne dowody prawdziwości posłannictwa Chrystusa. Chciałoby się powtórzyć: choćby i kto z umarłych powstał, nie uwierzą. Bez zaangażowania człowieka, bez jego wolnej woli nie jest możliwe doświadczenie Boga. Pan Bóg przemawia do człowieka na różne sposoby, przemówił także w najdoskonalszy sposób, przez swojego Syna. Ale człowiek nic nie usłyszy, jeśli nie chce słuchać. Jezus wprowadza Żydów w znaną im przestrzeń – wskazuje na Prawo, odwołuje się do historii narodu wybranego, lecz ostateczna decyzja należy do nich. I dlatego Jezus wraca nad Jordan, tam, gdzie przyjął chrzest janowy, tam gdzie objawił ludziom, że stał się do nich podobny we wszystkim, oprócz grzechu. I choć sam grzechu nie popełnił, przyjął na Siebie wszystkie, absolutnie wszystkie jego konsekwencje. Wypełnieniem naszych pragnień nie jest ten świat. Naszego głodu nie zaspokoi ziemski pokarm. Prawdziwym Chlebem jest Jezus. Diabeł kusi nas i mami, byśmy karmili się tym światem, tak jak kusił samego Jezusa. I będzie tak do końca naszych dni. Nie uciekniemy przed tą walką, ale możemy do niej się przygotować, co więcej, możemy ją wygrać, uzbrojeni w pancerz wiary. Nasza siła jest w Bogu i tylko w Nim nasze zbawienie ‚+’ ks. Adam

Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy